tekst: Paweł Brylski

Powoli obraca się śmigło. Rysunki układają się w otwarty cykl. Galeria Monopol obchodzi urodziny. Każde urodziny to mały nowy rok. „I znowu wszystko od początku” brzmi tytuł wystawy złożonej z dwóch niezależnych projektów.

„Co by tu zrobić przed śmiercią” to rysunki Zofii Gramz, które z równym powodzeniem układają się w całość, jak i występują samodzielnie. Każdy z nich jest małą opowieścią, łączy je podobny stopień absurdu, wiercącego się między śmiesznością i grozą, wszystkie są bujne, zapewniają jednoczesną satysfakcję i dyskomfort.

„Propeller” Pawła Wociala to powoli obracające się śmigło w przestrzeni wypełnionej światłem stymulującym wzrost roślin. Instalacja jest równie techniczna, co organiczna. Powolnym wirowaniem wprowadza w odbiór medytacyjny, by w rezultacie umożliwić wyhodowanie sobie silnej, własnej świadomości.

Tematem rysunków Zofii są różnego rodzaju zewnętrzne wpływy, czynniki, które sprawiają, że jesteśmy, kim jesteśmy i robimy, co robimy.

Okoliczności, w które pakujemy się na własne życzenie i wbrew niemu. Jesteśmy celem ofert handlowych i poradników. Bardziej lub mniej świadomie realizujemy modele zachowań i wzorce dyktowane przez przemysł rozrywkowy, wchodząc w system wzajemnie powiązanych oczekiwań. Naginamy się do publicznych upodobań, odpowiadamy na oczekiwania bliskich i zupełnie obcych. Dostosowujemy się do reguł dyktowanych przez ekonomię. I biologię.

Rzeczywistość społeczna wkłada dużo wysiłku w posługiwanie się narzędziami opresji, jak i w to, żeby ukryć przed nami swoją opresyjność.

I wtedy wkracza Zofia, która podkreśla właśnie ten element systemu, który wywraca go na opak. Linia Zofii jest celna jak one-liner. (Tu należy się uwaga, że one-liner to słowo pojawiające się w recenzjach filmowych na określenie błyskotliwych wypowiedzi. Internet podaje jako polski odpowiednik bon mot, ale ani on bardziej polski, ani bardziej odpowiedni).

To, co jest tematem rysunków Zofii, jest również punktem wyjścia „Propellera”.

Podstawą instalacji jest konstrukcja z przekonań i doświadczeń, wszystkiego, co, patrząc z bliska, można wziąć za własną tożsamość, a z dystansu okazuje się zbudowane z wpływów zewnętrznych, oczekiwań innych, wzorców kształtowanych przez środowiska, w których się znaleźliśmy, otrzymanych wprost i wyłapywanych pokątnie. Pawła interesuje zmiana tego stanu, wygenerowanie energii umożliwiającej podejmowanie decyzji i braku lęku przed zmianą.

Inny punkt widzenia, dystans spowodowany przez zmianę, pozwala na selekcję nawyków, oddzielenie własnych od zapożyczonych elementów tożsamości, zostawienie za sobą naleciałości kulturowych, uwolnienie się od narzuconych kontekstów. Nowy stan polegałby na własnym rozumieniu siebie i przejęciu kontroli nad sytuacją.

Wartość buduje się tu z dwóch pozornych przeciwieństw, elementów technicznych i organicznych, myślowych i pozarozumowych. Istotnym elementem spajającym jest proces twórczy, do pewnego stopnia rozumowy, jednak bardziej posługujący się umysłem jako narzędziem, niż przez umysł kontrolowany.

Zarówno rysunkom Zofii, jak instalacjom Pawła daleko do nawet najlepiej wymyślonego rebusu. Wystawa nie jest jednocześnie tak zwanym esejem wizualnym na jeden z obowiązujących tematów sezonu. Chodzi o coś ważniejszego. Siła, która wytwarza się między pracami wystawy, może wywrócić wasze dotychczasowe życie na drugą stronę.

I wyjdzie wam to na dobre.

Nowych, niespotykanych wrażeń artystycznych życzy ze swojego miejsca autor tego tekstu w nowym roku działalności galerii Monopol.