Łukasz Korolkiewicz
Błahy incydent
29 Maja – 31 Lipca 2026
Obrazy prezentowane na wystawie powstały w latach 2022-2026, zdecydowana większość z nich nie była nigdy wcześniej pokazywana. Pozornie to realistycznie namalowane pogodne pejzaże, na tle których pojawiają się ludzkie postacie. Dominuje w nich soczysta zieleń roślin, oświetlonych popołudniowym słońcem. Po uważnym przyjrzeniu się obrazy Korolkiewicza odkrywają jednak przed nami kolejne tajemnice, ukryte we wzajemnych relacjach między ich bohaterami, w tych fragmentach scenerii, która nie jest widoczna dla widza, w odbiciach, w szybach. Inspiracją dla Korolkiewicza wciąż są wykonywane przez niego fotografie, ale służą one artyście jako materiał, z którego buduje własne sceny, wydobywając z pozornie nieciekawej rzeczywistości obrazy pełne napięcia.
Jak pisze Kinga Kawalerowicz: Wrażliwość na temperaturę barw sprawia, że zieleń, najbogatszy i najtrudniejszy z kolorów, mieni się tutaj nieskończoną ilością odcieni. (…) Niemal zmysłowo odczuwa się światło i powietrze, którym oddychają te obrazy, ciepło słońca czy powiew marszczący powierzchnię wody. Patrząc na te obrazy, coraz rzadziej myślimy o tym, że ich autor posłużył się fotografią. Korolkiewicz nadal wykorzystuje zdjęcia, ale w trakcie pracy zostaje to zatarte, wchłonięte przez proces malarski. Artysta nie stara się drobiazgowo dopracować szczegółów. Choć obrazy oglądane z dystansu tworzą iluzję rzeczywistości, z bliska ujawniają ślady pociągnięć pędzla, strukturę zbudowaną z układu plam barwnych, „żywą” tkankę powstającą podczas malowania.
Wyobraźnia artysty tworzy obrazy z rzeczywistych kadrów w sposób podobny, do tego, w jaki powstają sny. Realne sceny nakładają się na siebie lub układają kolejno w sekwencje, w taki sposób, że przestają być realistyczne. Kinga Kawalerowicz zauważa, że obrazy Korolkiewicza przypominają często zastygły kadr filmu – coś zdarzyło się już wcześniej i coś się później wydarzy. Malarz utrwala na płótnie chwilę „pomiędzy” – można w niej widzieć próbę zapisu szczególnego doznania, owego momentu uświadomienia sobie „esencjonalnej rzeczywistości” – zatrzymuje wizję „w nieruchomym punkcie” swojej epifanii. Sam artysta mówi: „Moja praca to uważne obserwowanie świata, analiza rzeczywistości pod kątem obrazu, który dopiero powstanie. To rodzaj męczącego polowania na wizję. Obsesyjne patrzenie malarskie, bardzo subiektywne. O wyborze decyduje moje „oko wewnętrzne”. „Ale najwspanialsze są przypadki – sytuacje epifaniczne – gdy w nagłym momencie olśnienia dostrzegamy coś niezwykłego. Możemy to sfotografować, zatrzymać, potem namalować, przetworzyć. Mam trochę takich płócien… Pewnych momentów nie da się sprowokować, wytworzyć sztucznie. Muszą wydarzyć się naprawdę. Nie maluję żadnej obiektywnej rzeczywistości – zresztą czy taka w ogóle istnieje? – lecz to, co noszę głęboko w sobie; wówczas wyostrzam wzrok na przekaz ze świata”