Gabriele Stötzer

Pochodzę z kraju, którego już nie ma

Otwarcie: 31.09/1.10 /2.10/3.10, 11-19 (Warsaw Gallery Weekend)

Wystawa: 30.09 - 27.11.2021

kuratorka: Monika Branicka

 
Gabriele Stötzer, Römisches Korsett, 1990, fotografia czarno-biała
Tworzyła performance nie znając tego słowa. Tworzyła sztukę feministyczną nie wiedząc, co to jest. Tworzyła prace dzisiaj porównywane przez historyków sztuki z dziełami Any Mendiety, Hannah Wilke, Nancy Spero, Carolee Schneemann i VALIE EXPORT, ale wówczas nie słyszała jeszcze o tych artystkach. Galeria Monopol prezentuje pierwszą w Polsce indywidualną wystawę niemieckiej artystki wizualnej, pisarki i aktywistki politycznej i społecznej – Gabriele Stötzer. — Pochodzę z kraju, którego już nie ma – mówi często Gabriele Stötzer, artystka, która w latach 80-tych należała do środowiska progresywnej sceny undergoundowej byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Przyjaźniła się młodymi punkami, należała do sceny skłoterskiej, robiła sesje zdjęciowe i performance oraz subwersywne filmy eksperymentalne, zajmowała się też tkaniną, ceramiką i projektowaniem mody. Mówiła i pisała to, co myśli: wprost. Całkiem dużo jak na kogoś kto wie, że wszystko, co robi jest nielegalne i że jest na celowniku Stasi. Wszystko zaczęło się w 1976 roku od słynnej fali protestów przeciwko pozbawieniu obywatelstwa piosenkarza Wolfa Biermanna, którego teksty ostro krytykowały reżim. Gabriele podpisała się pod petycją w jego obronie i to właśnie ten podpis kosztował ją rok więzienia, które zmieniło jej życie. Po odzyskaniu wolności zaczęła tworzyć. O ile wszyscy „polityczni” sami chcieli zostać „usunięci” na zachód, Gabriele chciała zostać. Prowadziła alternatywną, a więc jednocześnie nielegalną galerię „Im Flur” (W korytarzu), nawiązywała kontakty, budowała nielegalne grupy artystyczne. To ponownie nie było w smak władzy: galerię szybko zlikwidowano, a przeciwko Stötzer wszczęto tajne postępowanie by ponownie ją „unieszkodliwić”: tym razem na dłużej. W tym celu należało dopasować działania artystyczne do któregoś paragrafu kodeksu karnego. Ostatnie zdanie na dokumencie z tajnej rozprawy o jadowitym kryptonimie „Toksyna” (ah, jak ona musiała im działać na nerwy!) brzmi: „Celem... jest wypracowanie dowodów zgodnie z paragrafem 106 KK” (nagonka antypaństwowa). Gdy Gabriele poznaje młodego transwestytę, który będzie jej pozował jako model, jeszcze nie wie, że chłopak jest pułapką zastawioną przez Stasi. Robi z nim serię świetnych crossdressingowych fotografii, ale doskonale wie, jakiej granicy nie może przekroczyć, aby nie narazić ani siebie, ani jego. − Na żadnym ze zdjęć chłopak nie ma wzwodu, a więc nie można mi było zarzucić pornografii. Oni bardzo chcieli mnie ponownie wsadzić, ale tym razem nic na mnie nie mogli znaleźć – wspomina. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec dowie się, że ich znajomość była zaaranżowana przez władzę. Choć Gabriele nic nie wie o Mail Art używa do dystrybucji swoich prac najlepszej dostępnej metody: poczty. Zdjęcia z performansów, które opatruje napisami wykonanymi pieczątką, wysyła do znajomych jako pocztówki. Na jednej z nich widać ręce obejmujące pierś: „Także ten rok, jak każdy inny, rokiem kobiet“; na innej widnieje napis: „Pigułka jest za emancypacją, a tryper przeciwko” lub „Jeśli bycie lesbijką oznacza spanie z kobietami, to wszyscy mężczyźni są lesbijkami, a kobiety są homoseksualne”. Swoimi pracami Stötzer walczyła z dominującym w NRD obrazem i rolą kobiety. Nie była świadoma, że tworzy sztukę feministyczną, była tylko świadoma tego, jak ważna jest solidarność kobiet pozwalająca na przeżycie, czego nauczyła się w celi z 22 innymi więźniarkami. − Nigdy nie robiłam ani sztuki kobiet, ani feminizmu, tylko dlatego, że to było modne. To, co robiłam było dla mnie egzystencjalne, było formą przetrwania. To była po prostu sztuka – mówi.
Inaczej niż w pozostałych krajach bloku wschodniego niezależne środowisko artystyczne NRD było niemal całkowicie odizolowane od informacji o sztuce z Europy (zarówno wschodniej jak i zachodniej) i ze świata. Stötzer kierowała się czystą intuicją. Choć nie znała takich określeń jak sztuka procesualna, praktyki partycypacyjne czy rzeźba społeczna, najbardziej interesowała ją praktyka artystyczna bazująca na współpracy z innymi. Z punktu widzenia politycznego jednak, wszelkie działania grupowe jak np. prowadzenie undergroundowej galerii czy zakładanie ugrupowań artystycznych, były szczególnie podejrzane. Mimo to Stötzer zakłada jedyną wschodnioniemiecką grupę artystek „EXTERAA XX” nazwaną tak od symbolu kobiecego chromosomu. Później, rok przed upadkiem muru grupa połączy się z innymi organizacjami i zmieni się w inicjatywę społeczną „Kobiety dla przemiany”. Women Power będzie miał wtedy realne skutki polityczne: w grudniu 1989 roku pięć jej członkiń – w tym Stötzer – przemocą wtargnie do centrali służby bezpieczeństwa w Erfurcie i zatrzyma masowe niszczenie akt Stasi przez jej byłych współpracowników. W publicznej świadomości artystka długo istniała tylko jako aktywistka społeczna (za działalność polityczną została niedawno odznaczona Krzyżem Zasług RFN przez Prezydenta Joachima Gaucka). Poza tym, kojarzona była bardziej ze środowiskiem literackim, niż artystycznym, wydała takie książki jak „Bez Cugli” (1989), „Krusząca się twierdza” (2002) i inne. Dla jej sztuki nigdy nie było dobrego czasu: albo za wcześnie, albo za późno; Stötzer zawsze lądowała w jakiejś szufladce, która była nie na miejscu. Do roku 1989 jej sztuka była nielegalna, a po obaleniu muru sztuka ze wschodnich Niemiec nie była już interesująca, wszyscy chcieli zapomnieć ten rozdział historii. Wtedy dowiedziała się, że jest feministką, ale feminizm wówczas jeszcze nikogo nie interesował. Gdy już wolno jej było publicznie wystawiać usłyszała, że lepiej, aby została w undergroundzie, bo „na legalu” underground przestanie być szczery. Trzeba było czekać aż do dużych zbiorowych wystaw jak „Re:act feminism” (Akademia Sztuk w Berlinie, 2008 i Instytut Sztuki Wyspa w Gdańsku, 2012) czy „Gender Check” (MUMOK w Wiedniu, 2009 i warszawska Zachęta, 2010). Od tego czasu Gabriele Stötzer jest postrzegana także jako artystka wizualna. Rozpoczęty przed dekadą proces odkrywania, programowo i umyślnie wypartej ze świadomości i z historii sztuki twórczości radykalnych artystek byłego NRD trwa nadal i być może właśnie teraz nadchodzi moment na rewizję oraz uznanie. Obok takiej wystawy jak „Powstanie Medey. Artystki radykalne za żelazną kurtyną” w Dreźnie (2018), prace i ogromne archiwum Gabriele Stötzer pokazała ostatnio Galeria Sztuki współczesnej w Lipsku, zaś jej filmy Super 8 były prezentowane na niedawnym Berlinale (2020). Wystawa w Galerii Monopol koncentruje się na tych aspektach twórczości Stötzer, które mimo braku bezpośrednich kontaktów są zaskakująco bliskie pracom wielu polskich artystów i artystek awangardowych lat 70. i 80. XX wieku. Walka z totalitarnym reżimem i historyczno-społeczne okoliczności, w jakich dzieła te powstały sprawiają, że to właśnie polska publiczność zrozumie je intuicyjnie, bez potrzeby szczegółowego wyjaśniania. Co więcej, nie tylko historyczny kontekst, ale i aktualne tematy społeczne takie jak ruch w obronie praw społeczności LGBTQIAP+ i praw kobiet, sprawiają, że sztuka Gabriele Stötzer ponownie nabiera aktualności i świeżości. Na wystawie prezentowane są prace fotograficzne, filmowe, dokumentacje performansów oraz tkaniny.

 

Pełny esej do pobrania pod linkiem: Monika Branicka, Gabriele Stötzer, Pochodzę z kraju, którego już nie ma

Film Moniki Branickiej do obejrzenia pod linkiem (hasło dostępu Gabi): Gabriele Stötzer. Podróż zimowa